Przegląd techniczny samochodu za granicą

Przeglądy techniczne pojazdów w krajach Unii Europejskiej

Przeglądy techniczne pojazdów w krajach Unii Europejskiej
5 (100%) 1 vote[s]

W listopadzie 2018 roku wprowadzono zmiany, które miały na celu uszczelnić dosyć dziurawy system badań technicznych w Polsce. Powolna reforma, jaka zachodzi w naszym kraju rodzi pytania, jak wyglądają okresowe przeglądy aut w innych krajach Unii Europejskiej. Warto poświęcić temu zagadnieniu nieco więcej uwagi.

Badania techniczne w Niemczech

Wedle statystyk w Niemczech w latach 2017-2018 przeglądu nie przeszło 20% pojazdów. To tylko potwierdza, że niemieckie przepisy są bardzo rygorystyczne, i co najważniejsze skrupulatnie przestrzegane przez diagnostów. Główne badanie techniczne (Hauptuntersuchung – HU) jest wykonywane co 2 lata. Zajmują się tym specjaliści z organizacji takich jak DEKRA czy TUV. W przypadku samochodów fabrycznie nowych, podobnie jak w Polsce, pierwsze badanie wykonywane jest po 3 latach. Następnie przechodzi się na interwał 2-letni. Co ciekawe oprócz badania głównego pojazdy w Niemczech dosyć regularnie przechodzą kontrole ASU (badanie emisji spalin).

Przeglądy okresowe w Wielkiej Brytanii

W Wielkiej Brytanii pierwsze badanie techniczne nowych pojazdów odbywa się po 3 latach. Następne wykonywane są co roku. Zakres badania obejmuje długą listę elementów, wśród których wymienić należy:

– stan karoserii i konstrukcji pojazdu,
– układ paliwowy,
– układ hamulcowy,
– poziom emisji spalin,
– zawieszenie wraz z układem kierowniczym,
– akumulator i kable elektryczne,
– światła,
– lusterka,
– wycieraczki i spryskiwacze,
– przednia szyba i maska,
opony i felgi,
–  tablica rejestracyjna,
– klakson,
– drzwi,
– siedzenia,
– tylna klapa,
– hak.

Francuskie obostrzenia

Bardzo rygorystycznie do badania technicznego podchodzą diagności we Francji. Liczba elementów auta kontrolowanych w trakcie przeglądu wynosi 133. Lista niesprawności i usterek, które wpływają na ostateczną ocenę diagnosty zawiera 610 punktów! Pierwsze badanie techniczne nowego pojazdu odbywa się po 4 latach. Na kolejne kierowcy przyjeżdżają co 2 lata.

Przegląd sprowadzonego pojazdu

A co w sytuacji, kiedy sprowadzimy do Polski pojazd z przeglądem okresowym wykonanym w innym kraju? W takiej sytuacji nie ma konieczności wykonania ponownego badania technicznego. Ewentualnie możemy ponieść koszt badania mającego ustalić braki w danych pojazdu. Pod warunkiem, że takie zostaną stwierdzone. Jeżeli jednak sprowadzony samochód nie posiada ważnego przeglądu, należy udać się na stację diagnostyczną w celu wykonania badania technicznego. Istotna uwaga – SKP mająca wykonać taki przegląd musi być oznaczona symbolem „d”.

Wyjątkiem w omówionej wyżej procedurze są pojazdy sprowadzone z Wielkiej Brytanii, które wymagają przystosowania do ruchu prawostronnego. Chodzi tutaj o modyfikacje świateł, prędkościomierza i lusterek. Po zakończeniu prac pojazd musi zostać poddany badaniu technicznemu.

Auta (z USA) pod specjalnym nadzorem

Zupełnie inaczej wygląda postępowanie wobec pojazdów sprowadzonych z kraju, który nie należy do Unii Europejskiej. Po przyjeździe do Polski podlegają one obowiązkowemu badaniu technicznemu. Jego koszt wynosi 98 zł. Dodatkowe 60 zł należy zapłacić za ustalenie danych pojazdu. Jeżeli sprowadzony samochód ma status powypadkowego, to przechodzi rozszerzony przegląd, którego koszt wynosi dodatkowe 94 zł. Ponadto auto sprowadzone np. z USA musi przejść przed badaniem pewne modyfikacje. Dotyczą one reflektorów, które świecą w poziomie, oraz kierunkowskazów. W pojazdach z USA kierunkowskazy przednie świecą na biało, a tylne na czerwono. Dodatkowo przednie kierunkowskazy są jednocześnie światłami postojowymi czego nie dopuszczają polskie przepisy. W aucie musi zostać zamontowane także tylne światło przeciwmgielne.

Czy zaostrzenie w listopadzie 2018 roku przepisów dotyczących okresowych badań technicznych to krok w dobrym kierunku? Analizując zasady obowiązujące w innych krajach Unii Europejskiej należy stwierdzić, że jeszcze sporo nam brakuje do najlepszych w tej dziedzinie. Na pewno jednak wykonaliśmy ważny krok w kierunku poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach. Wystarczy teraz „pójść za ciosem”.